Mój facet w ostatnich wiadomościach do mnie najpierw odmówił wspólnego wyjścia, a później napisał mi tak: (zacytuję, bo może faktycznie to ja czegoś tu nie rozumiem)
ja: czy odmowę i weekendowy brak zainteresowania powinnam traktować osobiście?
mój facet: Nie ale myślałem o nas i chyba wolałbym pozostać na stopie koleżeńskiej.. sic!
No to sobie pomyślałam trudno i odpuściłam. Niby wymienialiśmy później kilka suchych wiadomości w stylu: co robisz, jak u Ciebie (to on zawsze pisał pierwszy), ale raczej na tamtą chwilę rozdział "mój facet" został zamknięty.
Co prawda miałam gdzieś z tyłu głowy, że może kiedyś jeszcze się zgadamy. On pewnie poznał kogoś, albo po prostu nie podobam mu się, ale przecież w przyszłości może się to wszystko zmienić. Dlatego tytuł poprzedniego posta to była układanka: "nie wchodź (jej) w paradę nawet jak jest Ci jej brak, bo jak macie być ze sobą, to nawet za parę lat.. myślicie oboje w sumie czemu nie spróbować. Jak tak nie będzie - chuj w to pojawi się nowa..." Mniej więcej taki miałam nastrój i myślenie w tamtym czasie. Było mi źle, tym bardziej, że mój facet ma wiele cech, które bardzo podobają mi się w ludziach, jak: charyzmę, zawadiackość czy głos, (nie jest to taka typowa męska barwa. Chłopak ma dość wysoki głos, nawet może lekko kobiecy, jest w nim krzykliwość (on cały jest z resztą krzykliwy), ale zarazem delikatność i w połączeniu z jego bardzo męską aparycją i rysami twarzy, tworzy się niezmiernie magnetyzująca mieszanka).
Więc wracając - było słabo. Tym bardziej, że wszystko działo się chwilę przed przeprowadzką, a mieliśmy dość ambitne plany na zagospodarowanie czasu u mnie w mieszkaniu i się posypało.. tak to jest, dlatego często mówię, że lepiej nie planować. Życiowe doświadczenie uczy mnie, że jak sobie coś zaplanuję, to co najwyżej możne wyjść odwrotnie.
Dobra, powoli dochodzimy do tego o czym chciałam pisałam na początku, a mianowicie tego czego za cholerę nie czaję, bo mój pożal się Panie Bożę facet, napisał do mnie (trochę ponad tydzień temu)
i w tym miejscu znowu posłużę się cytatem, żeby nie było, że coś kręcę:
Mój facet: ...jak pierwsza noc na swoim?
ja: dobrze (...)
Mój facet: (srutu tutu) a nie brakowało Ci mnie 😔?
ja: żartujesz sobie czy pytasz poważnie?
Mój facet:co to za spina?/ Zapytałem tylko. Czemu pytasz czy żartuje?/ Ale co stoi na przeszkodzie aby zacząć od koleżeństwa? Czy to od razu musi być związek?
ja: to Ty napisałeś, że nie chcesz iść dalej xd
Mój facet: Ale nie określiłem czy teraz czy ogólnie... A Ty nie byłaś chętna na dyskusję./ Szkoda, że nie doprecyzowaliśmy/ no postanowiłaś, że moje słowa nas skreślają, a tak w rzeczywistości nie było... (że niby ja tu coś postanowiłam!)
ja: coś na kształt: o chuj Ci teraz chodzi
Mój facet: pisząc to wtedy powiedziałem, że w danym momencie nie chce aby to był związek, chciałem jeszcze się spotkać etc i to określiłem... (...)
ja: idź w cholerę
Nie znam słów, którymi mogłabym opisać jakiego wkurwa złapałam na resztę dnia po tej rozmowie.
Ja jestem naiwna, nie uwierzycie w jakie akcje dawałam się wkręcać facetom, ale teraz nawet moje wrodzone przypisywanie ludziom dobrych intencji i zwyczajnego chciejstwa aby mój facet naprawdę stał się moim facetem nie przysłoniły zdrowego rozsądku. Chłopak ewidentnie próbuje odwrócić kota ogonem i kręci. Może inna laska dała mu kosza, albo jest narcyzem zdziwionym, że nie latam za nim jak pojebana, to z resztą nieważne. Zjebał. Wcześniej nawet byłam pod wrażeniem, że facet potrafi się określić i nie bawi się w gierki. Sama wiem jak trudno powiedzieć komuś, że to nie jest to, a on stanął na wysokości zadania. W mojej ocenie to było bardzo dojrzałe i świadczyło, że chłop faktycznie wie czego chce. I ja go chciałam. Chciałam się starć lepsza dla niego takiego.
No, ale zjebał. Rozpłynęły się mrzonki o szczęśliwej układance i już nic od niego nie chce. Buum.
To tyle ode mnie - wracam do pracy.
* Piszę posty z dość dużym opóźnieniem, więc nie jest to moja reakcja na "świeżo", ale dla samego bloga, to chyba nawet lepiej. Może nie będzie (aż tak bardzo) chaotycznie.