ROZSTALIŚMY SIĘ












Rozstaliśmy się z Czarkiem - jutro mija równy miesiąc odkąd wyznał, że mnie nie kocha i dłużej nie chce być ze mną w związku. 

Nie będę ukrywać – było mi w chuj smutno. Czułam się rozbita, zawiedziona, momentami wręcz pusta. Ale mimo tego nie załamałam się. Zamiast siedzieć w miejscu i analizować w nieskończoność „dlaczego”, zaczęłam układać sobie nową rzeczywistość. Pierwsze zadanie: znaleźć nowe mieszkanie. Kolejne: przeorganizować grafik, biorąc pod uwagę ponadgodzinny dojazd do Warszawy. Następne: znaleźć dodatkowe źródło dochodu, żeby móc to wszystko ogarnąć, (nie rezygnując przy tym z pasji).

Największym problemem są chyba moje lekcje tańca, które odbywają się późnymi wieczorami, czasem wręcz nocą. Przeniesienie ich na inną godzinę graniczy z cudem. Grafiki muszą pasować trzem osobom: mi, mojemu tanecznemu partnerowi - Pawełkowi, oraz naszemu trenerowi. Najbardziej problematyczny jest ten ostatni, bo w godzinach, które byłyby dla mnie idealne, prowadzi zajęcia grupowe z innymi kursantami. Zmiana szkoły tańca też nie bardzo wchodzi w grę, bo wtedy lokalizacja przestałaby pasować Pawełkowi, a znalezienie innego partnera tanecznego (na moim poziomie) w tym momencie graniczy z cudem - nawet nie rozważam tej opcji. Dogrywanie się w tańcu z Pawełkiem trwało lata i naprawdę ciężko będzie mi to tak po prostu odpuścić. Ale jak nie znajdzie się lepsza godzina to obawiam się, że mogę być do tego zmuszona. Nie będę w stanie czekać kilka godzin po pracy na trening, zwłaszcza teraz, kiedy muszę rozsądnie gospodarować czasem i finansami. Do tego dochodzi fakt, że chcę część swojej energii włożyć w „rozkręcanie biznesów”, a trudno być efektywną, wracając do domu o 22 dzień w dzień.

Próbuję więc znaleźć złoty środek. Nowy początek. Nową rutynę, która nie zabierze mi pasji, a jednocześnie pozwoli stanąć mocno na nogach.
Chyba staram się po prostu być dzielna i nie traktować rozstania jak końca świata, ale powiem szczerze – zniechęca mnie myśl, że po raz kolejny muszę układać wszystko od nowa. No ile razy można…?

Ale wiecie co w tym wszystkim jest pocieszające? Że mimo tego całego emocjonalnego bałaganu i rozrywającego serce smutku, nie jestem sama. Dostałam (i cały czas dostaję) naprawdę dużo wsparcia od Pawełka, Maćka, Marty (mojej nowej Woodstockowej psiapsi), a to tylko kilka z grona bliskich mi osób, które gdy się dowiedziały o mim rozstaniu były gotowe zaoferować swój czas i wsparcie.  

Dużo zrozumienia i uwagi znalazłam też na pewnym discorodwym serwerze - który dosłownie został stworzonym dla ludzi, potrzebujących emocjonalnego wsparcia. W ostatni weekend mieliśmy meeting i powiem wam - nie sądziłam, że introwertycy są w stanie tak bardzo rozładować moje baterie społeczne (co oczywiście odbieram bardzo na plus)^^ Dużo się działo (gdyby nie fakt, że aktualnie przeżywam bolesne rozstanie to prawdopodobnie czytalibyście o moich nowych internetowych znajomościach, a nie.. nie to coś co teraz czytacie xd). 

Moja rodzinka też kolejny raz stanęła na wysokości zadania i dała mi odczuć, że jakby co to zawsze mogę na nich liczyć i jakby co to kąt w rodzinnym domu się znajdzie. Raczej nie skorzystam z ich propozycji - jednak samodzielne mieszkanie to komfort, którego zdecydowanie nie chciałabym się pozbawiać, ale sama świadomość, że mam taką alternatywę, daje mi ogromny spokój, że w najgorszym wypadku nie wyląduję na bruku.

Tak, że mimo wszystko nadal "niesie mnie pozytywna myśl, że nie jest źle, że to wszystko ma jakiś sens.." Jakoś sobie poradzę (muszę). Blog pewnie na tym zyska, bo znów będzie więcej kontentu do pisania.  Ale powiem, wam że nie spodziewałam się, że tak to się wszystko skończy. Wiem, że w poprzednich wpisach pisałam już, że nie wszystko jest takie super łatwe i cukierkowe, ale wierzyłam w to, że uda nami się mimo wszystko dotrzeć z Czarkiem. Że miłość zwycięży...

Cóż nie zwyciężyła, a ja chyba zacznę dobierać sobie facetów pod względem dopasowania znaków zodiaku. 
Serio, bo moje serce (już nie raz) się pomyliło - no ale ono ponoć głupie, cóż się dziwić, ale rozum też tym razem zawiódł - a gwiazdy mnie jeszcze nie zawiodły, może trzeba dać im szansę... 


And even if I never forget you baby
Tonight I’m gonna let your memory baby, go
Oh, it's sad I know

But at least I got my friends
Share a raincoat in the wind
They got my back until the end
If I never fall in love again

At least I got my friends...