Jestem typem zazdrośnicy - niestety. Mam świadomość, że z racjonalnego punktu widzenia ni cholery mi się to nie opłaca. Nie chce myśleć o innych kobietach jak o potencjalnych rywalkach, zwłaszcza, że sama mam kilku przyjaciół płci męskiej i bardzo cenie sobie, że nie ograniczamy się z Czarkiem w tym zakresie. Jesteśmy ze sobą - bo chcemy i nie ma potrzeby żadnych dodatkowych zakazów.
A jednak... Czarkowi ten układ przychodzi znacznie łatwiej niż mi, a może to tylko ja zacinam się właśnie tam, gdzie on czuje luz — szczególnie, gdy chodzi o jego byłą dziewczynę (na potrzeby bloga nazwijmy ją XZ). Co prawda nie spotykają się często, odkąd jesteśmy razem widzieli się trzy razy - laska nawet u nas nocowała. Tylko wcześniej, rozmawialiśmy jakoś więcej z Czarkiem na ten temat i też był jakiś bardziej konkretny "cel" tych spotkań (przez co cała sytuacja była dla mnie jakoś bardziej zrozumiała) - no i to było spotkanie we "trójkę".
A ostatnio Czarek rzucił krótkie - XZ będzie jutro w Polsce i napisała, że chce się spotkać (XZ na co dzień mieszka w innym kraju). No i czułam, jak powoli szlak mnie trafia - na początku nie wiedziałam dlaczego i bardzo starałam wyprzeć negatywne odczucia, no ale nie wyszło.
To był akurat intensywny czas, Czarek kończył kilka ważnych dla niego projektów - i to nie był czas na wylewanie moich wewnętrznych obaw i żali. Chociaż czułam pewną niesprawiedliwość, bo ja nie chciałam mu zabierać wolnego czasu, a on był gotowy ten czas przeznaczyć dla niej (co prawda domyślam się, że to była godzinka maks dwie w ciągu dnia - ale i tak wkurwia mnie sam fakt).
Wiem, że muszę zaakceptować XZ, bo ona ma już swoje miejsce w Czarka rodzinie. Jest matką chrzestną jego siostrzeńców, ma bardzo dobry kontakt z siostrą Czarka i jego rodzicami (odwiedza ich regularnie i wysyłają sobie nawet prezenty na święta). A ja? Ja dopiero sobie to miejsce wywalczam przez co mam poczucie, że jestem "tą drugą". Tą, która musi „zasłużyć”, udowodnić, wpasować się.
Jak myślę, o jakichś przyszłych imprezach rodzinnych, na których miałybyśmy być we dwie to, aż mnie skręca od środka i najchętniej bym na nie poszła, bo wiem, że będę czuć się niepewnie, że widząc jak XZ ma przyjacielskie relacje ze wszystkimi członkami rodziny, będę czuła się pominięta i na pewno będę potrzebować w tym dużego wsparcia, a nie mam pewności czy mogę na nie liczyć. Możliwe, że to tylko takie katastroficzne wizje, ale mocno odzywa się we mnie struna "my Ciebie tu nie chcemy". I nie wiem co mogłoby mi dać pewność, abym w takiej sytuacji czuła się dobrze (może jakby pojechała na tę imprezę jako jego żona xdd).
Naprawdę chciałabym reagować z większą klasą. Z chłodną elegancją, która nie potrzebuje obrony ani ataku - niczym Claire Underwood w serialu Hause of Cards, kiedy Zoe – młoda dziennikarka i kochanka jej męża – z wyraźną prowokacją pyta: „Co by powiedziała Claire, widząc mnie tutaj (w ich sypialni) w tej sukience (sukience należącej do Claire)?
A Frank, bez wahania, odpowiada:„Najpewniej, że pięknie wyglądasz.”Klasa. Bez zazdrości. Bez gry. Chciałabym tak umieć. Zachować spokój, nie pozwolić emocjom zalać całej sceny. Docenić, zamiast rywalizować. Patrzeć chłodno, ale nie z chłodem... Ale nie mam tego w sobie. Jeszcze nie.
Wracając do tu i teraz, bo może los sprawi, że nie będzie żadnej wspólnej imprezy rodzinnej, a spotkanka wychodzi na to, że będą się powtarzać za każdym razem ja XZ będzie przylatywać do Polski. Wkurwia mnie, że Czarek pozostaje dla niej dostępny, wzbudza to we mnie ogromne poczucie niepewności i zazdrości. I wiem, że te emocje są totalnie irracjonalne - ale to reakcje emocjonalna, a nie logiczne kalkulacje.
Z logicznych kalkulacji gdy Czarek zapytał na szybko czy ma się z nią nie spotykać (widząc, chyba, że dręczy mnie ta kwestia) - to odpowiedziałam, że jak najbardziej może się z nią zobaczyć - ja swoje emocje ogarnę. Powiedziałam tak, bo chciałam być logiczna, otwarta, tworzyć relację opartą na zaufaniu i przede wszystkim nie ograniczać ani nie wymuszać niczego na moim partnerze. Natomiast to, że chciałabym taka być - nie znaczy, że już jestem. Odpowiadając na to pytanie poczułam jakbym musiała wybierać między swoim sercem, a rozumem i w momencie, w którym wybrałam rozum serduszko poczuło się jeszcze bardziej zdradzone, nie tyle przez Czarka co przeze mnie samą. Ja jestem pierwszą osobą, która powinna je chronić, a naraziłam je na cierpienie. Szybko pojawiła się też złość na Czarka, że wgl postawił mnie przed takim wyborem - to nie powinna być moja decyzja.
Może gdyby okoliczności były inne to bym więcej z nim o tym pogadała, no ale po pierwsze Czarek kończył pilny projekt, a po drugie ja nie chce być tą która kolejny raz przychodzi i wierci dziurę w brzuchu, że coś jej się nie podoba, zwłaszcza, kiedy czuję, że Czarek nie bardzo ma ochotę na taką rozmowę i najczęściej wgl nie rozumie o co mi chodzi.
Tylko że.. ja sama nie wiem o co mi chodzi. Wiec jak mam mu to wyjaśnić?
Koniec końców Czarek i XZ się spotkali, Czarek wziął nawet urlop na tą okazję... Nie pytałam jak było. Nie żeby mnie to nie interesowało, ale chyba duma mi nie pozwalała (chce być ponad to), albo może liczyłam, że Czarek sam będzie chciał mi o tym opowiedzieć...
Naprawdę mam ochotę po prostu wyrzucić XZ i już nigdy więcej o niej nie myśleć, ale z uwagi na wspomniane wyżej realia nie mogę tego zrobić, jeśli chce być częścią tej rodziny, (a bardzo chcę) to muszę ją akceptować - a wspominałam, już jak bardzo nie lubię czegoś "musieć"? .
