Ostatnio zaobserwowałam, że mam dwa rodzaje tworzenia relacji - właściwie trzy, ale tego trzeciego praktycznie nie spotka się w naturze, z uwagi na jego wysoką reaktywność można powiedzieć, że bardzo szybko zapala się lub utlenia w inne związki (ostatnio jak jechałam w metrze wdałam się w przypadkową dyskusję na temat glukozy (i innych alkoholi) i chyba chemiczne zapędy jeszcze we mnie nie wygasły). Ale wracając do relacji.
Typ pierwszy: otwarte-otwarte. To taki typ związku pomiędzy dwojgiem ludzi, gdzie oboje są wsłuchani w siebie i chcą wyrażać siebie do drugiej osoby. Komunikacja wydaje się łatwa i cechuje ją wysoka intensywność niczym woda puszczona przez rurę – po prostu leci, a jak odkręcisz kran to już nie bardzo idzie cofnąć wodę z powrotem. Lubię ten typ relacji, odnajduj się w niej i czuję, że mogę być w pełni sobą. Jednak zasadniczą wadą, która się tutaj pojawia to szybkie wypalenie. Jak ktoś się przede mną w pełni otwiera to jak złodziej przetrzepuje wszystkie szafki, zabierając dla siebie co cenniejsze kąski, a następnie uciekam i tyle mnie widzieli. Zazwyczaj nie jestem zainteresowana rabowaniem drugi raz tego samego domu. I słowo „rabowanie” wydaje się tutaj zdecydowanie trafne.
Drugi typ relacji, w które wchodzę to otwarte – zamknięte. To
są zazwyczaj relacje, w których zostaje dłużej, ale jednocześnie są dla mnie
mocno męczące. Ktoś jest jak „zagadka”, nad którą ślęczę i ślęczę, dłubie i
dłubie, a przy okazji wkurwiam się i frustruję. Nie wiem czemu, ale to w ten
typ zawsze wpadam i wydaje się tak kuszący, że nie potrafię oderwać oczu.
Jednocześnie unieszczęśliwia mnie, bo patrząc na kogoś zapominam patrzeć w
siebie. Pomału wyczerpuje swoje zasoby, a zagadka pozostaje nierozwiązana.
Skarb zakopany jest tak głęboko, że nie ma tyle siły, aby się przebić, a
ostatecznie jeśli się przebije, rozwiąże zagadkę to jest koniec, nie ma w tym
układzie miejsca na rozwój relacji. Można tylko przegrać. A ja kurwa zawsze mam
nadzieję, że popełniając te same błędy i robiąc te same kroki dojdę w jakieś
inne miejsca i jestem szczerze zdziwiona, że się tak kurwa nie dzieje.
Same zagadki zazwyczaj są zadowolone w tym układzie, bo
dostają uwagę, zaangażowanie, szczerość i pełną kontrolę nad sytuacją. I
naprawdę rozumiem, że ktoś chce aby rozwiązywać jego supełek, naprawdę to
rozumiem, bo sama mam w sobie sporo takich supełków…
AKTUALIZACJA 3.0
Rozstałam się z Arkiem. Jesteśmy na etapie, że On szuka
sobie osobnego mieszkania. Diagnozuję się w kierunku ADHD, wczoraj miałam
ostatnie testy, w ciągu najbliższych kilku dni powinnam uzyskać opinię. Moja
terapeutka twierdzi, że jest spora szansa uciszyć chaos w mojej głowie. Że
przestanę być psem skaczącym do wszystkich samochodów.
