No i o tym wszystkim właśnie rozmawialiśmy. Oczywiście przyznałam się też do akcji z telefonem i na tą chwilę zostało tylko powiedzieć, że podnieca mnie, gdy w trakcie seksu szarpie za moje włosy, gdy ściska biodra i wszystko co prowadzi do tego, że później musi przepraszać.
Emocjonalny bełkot o relacjach, o związkach i o tym co mi aktualnie w duszy gra
Po okręgach
Paradiddle
Dzisiaj coś we mnie pękło.
I za chwilę pęknie drugi raz, bo post, który tworze od dwóch dni po zaktualizowaniu przywrócił się do wersji roboczej, usuwając mi 80% treści. Chyba czas zmienić domenę.
Chciałabym wam szczegółowo opisać historię tego jak znalazłam faceta z którym udało mi się stworzyć wspaniałą relację, ale to pisanie się nie sprawdza. Jak mogę opisywać wam "jak znalazłam", kiedy ja nie wiem czy znajdę, a na obecną chwilę to nawet nie wiem czy chce znaleźć. Czy w ogóle przejście do etapu bycia żoną będzie mi kiedykolwiek potrzebne.
I już nawet nie mówię o statystyka bloga: komentarzy - zero; obserwujących - zero ; wyświetleń - no może osiem (uzbieranych w pierwszej godzinie po opublikowaniu wpisu).
Dodatkowo zamykam się coraz bardziej w sobie i nie umiem wypluć plugastwa, które mnie gryzie od środka, a zbiera się tego coraz więcej. Czuję panikę, nie umiem mówić o emocjach, mogę tylko wylewać je z siebie bez żadnej kontroli. Pół biedy jeśli warunki są sprzyjające. Ale często zdarza się, że nie są, a ja ponoszę tego konsekwencje. I mogę sobie mówić, że to Arek, że Patryk, że sytuacja taka, a nie inna, ale prawda jest taka, że zostały nieprzepracowane rzeczy i spychanie winy w niczym mi nie pomoże.
Założyłam dziś nowy blog na innej domenie, nie wiem czy coś z tego wyjdzie, ale chce spróbować czegoś innego. Tutaj nie do końca jest taka "atmosfera" jakbym chciała. Pisze o wydarzeniach, o przyczynach i skutkach... Ale trochę mam wrażenie jakbym cały czas musiała się tłumaczyć. Co wkłada mnie w dość sztywne ramy, na dodatek trochę niewygodne. Siedzę tu ponad rok i.. i co? Nawet nie wiem kiedy to minęło. Oczywiście to, że zaczęłam pisać gdzieś indziej nie znaczy, że już nie wrócę tutaj...
Ale nic nie obiecuje (z resztą jakby kogokolwiek to obchodziło).
Przywiozłam z domu od rodziców swoją gitarę elektryczną. Sąsiedzi dawno się nie skarżyli na hałas w mieszkaniu^^
Odnalazłam też w otchłani internetu coś czego obiecałam sobie, że już nigdy nie będę szukać. Nic dobrego tam dla mnie nie ma. Jakiś człowiek anonimowo uzewnętrznia się w internetach. To co piszę jest pojebane i rozbrajająco szczere. Czytając mam wrażenie jakby autor rozbierał się przede mną, kawałek po kawałku odsłaniając nagie ciało, blizny i rany. Czuje, że nie powinnam tego czytać, a jednocześnie chce więcej i więcej, mimo że wiem jakim kosztem powstają te teksty. Usprawiedliwiam się tym, że gdyby ten ktoś zupełnie nie chciał aby świat poznał jego myśli to nie dzieliłby się nimi. Świadomie zostawił uchyloną furtkę, tylko niestety wszystko wskazuje, że niezupełnie dla mnie. Ale teraz już za późno. Wiem gdzie go szukać i nie mam w sobie za grosz samodyscypliny...
I'm a witch - (Klara)
A jednak nieraz, gdy niemal już gaśnie,
nie Lęk się spełnia, lecz Nadzieja właśnie."
William Shakespeare
Teraz krótko o tym, że Arek jest Arkiem, a ja jestem psem goniącym samochody. Przeglądałam ostatnio profil byłej Arka na fb, a wcześniej przejrzałam ich ostatnie wiadomości w jego telefonie. Były to bardzo smutne wiadomości, bo za chwilę mieli się rozstać. Dodajcie do tego poczucie winy, wynikające ze świadomości, że właśnie gwałcę prywatność swojego chłopaka... Gdy ten wyszedł z łazienki zastał mnie łkającą w poduszkę. Oczywiście zmartwił się i zapytał o co chodzi, a ja zwaliłam winę na okres, hormony i coś tam, coś. Muszę mu o tym powiedzieć, musimy szczerze pogadać o nas, o emocjach, o wszystkim, ale ja naprawdę nie wiem jak. To jest dziwne, bo dzwoni do mnie kumpel (pamiętacie chłopaka z pierwszego postu?), na którego jestem zła, a i tak po kilku minutach otwieram się przed nim jakby to była najprostsza rzecz świata, opowiadam mu o Arku, o innych relacjach, potrafię powiedzieć co czuję i dlaczego. Żeby nie było, że tamten chłopak jest taki wyjątkowy, mam też kilka innych osób z którymi jestem na stopie kumpelsko - przyjacielskiej i też rozmowy o uczuciach nie są problemem. A z Arkiem są i wkurwia mnie to. Coś się chrzani, a mój chłopak nawet o tym nie wie, a ja potrafię tylko na niego patrzeć bez słowa.
Swoją drogą myślę, że mogłabym powiedzieć Arkowi, że go kocham. Chociaż to też "inny rodzaj" kochania niż ten, który czułam do chłopaków w przeszłości. Właściwie to, każdego mężczyznę, który pojawiał się w moim życiu i którego uważałam że kocham, kochałam inaczej. Moja zdolność do miłości na przestrzeni lat ewoluowała, albo może raczej zubożała i ogólnie wraz z biegiem wydarzeń zmieniało się moje postrzeganie tego wszystkiego, chociaż to pewnie naturalny proces. W każdym razie "kochać" to zawsze bardzo duże słowo dla mnie BARDZOO i zawsze odnosi się wyłącznie do emocji. Kochać, to nie znaczy, że tęsknie. Kochać to nie znaczy, że będę się starać. Kochać to nie znaczy, że nie zostawię. I odwrotnie: to, że się staram, że tęsknie i nie chce odejść nie znaczy, że kocham. To tak w skrócie, może kiedyś jeszcze pochylę się nad tematem. Jestem jakaś bez humoru ostatnio.
Witajcie w nowym roku :D

