Po okręgach



Alkohol nie jest rozwiązaniem wszystkich problemów, a już na pewno nie pomaga z otwartością. Może wydawać się to dziwne, ale do tej pory myślałam, że mimo wszystko zaciera on ludziom granice i popycha w stronę, w którą na trzeźwo nikt by nie poszedł. U mnie przynajmniej tak było. Przy udziale procentów zazwyczaj stawałam się bardziej śmiała, chętna i odważna. Jednak w wieku dwudziestu pięciu lat okazało się, że jeśli się czegoś boje to po alkoholu będę się tylko bardziej bała. Jeśli czegoś nie potrafię to procenty też nie pomogą mi tego rozwiązać - ech.. szkoda. 

Kroczek po kroczku zbliżamy się do siebie z moim chłopakiem. Rozmawialiśmy i była to bardzo kojąca rozmowa. Arek opowiadał mi o swoich okręgach. Że to co najcenniejsze ma głęboko w serduszku i chroni przed całym światem, tam jest rodzina, tam również trafiła jego była. Za nimi jest kolejny krąg, powiedzmy że przyjaciół, później kolejny krąg i kolejny. No i ja nie jestem jeszcze w żadnym z najbliższych kręgów, mimo, że docelowo ponoć tam właśnie mam trafić. Póki jednak stoję tu gdzie stoję mogę co najwyżej próbować wyszarpywać jakieś smaczki i szukać uchylonych drzwi, ale dostępu nie dostanę i muszę uważać, bo jak szarpnę za mocno to rykoszetem mogę wylecieć jeszcze dalej od środka i na zawsze stracić szansę przebicia się przez te koszary. 

Ja ze swojej strony przyznałam, że gdzieś z tyłu głowy mam obawę, że jestem tą "drugą". Absolutnie nie zarzucam mu żadnych złych intencji, ale z uwagi, że z jego byłą tworzyli długi i silny związek to nie wiem czy nie wszedł w relacje ze mną za szybko. I to, że jest mu ze mną dobrze, nie jest kwestią tego, że nadal jest zraniony i gdyby nie miał za sobą bolesnego rozstania to może inaczej by to wszystko wyglądało. Obserwowałam już w swoim otoczeniu przypadki, gdy ktoś kończy jeden związek, a gdy wchodzi w kolejny to mniej lub bardziej świadomi, ale tylko na pocieszenie, no i zazwyczaj kończyło się to porzuceniem "tej drugiej". 
Nie imputujmy jednak na siebie cudzych życiorysów, bo nawet to nie jest potworem, który niesie we mnie największą obawę. Moje serducho od czasu do czasu podszeptuje, że my wcale nie idziemy w swoją stronę, a to co teraz czuję wcale więcej już nie urośnie. A w obecnym stanie nie wiem czy jest wystarczające.

No i o tym wszystkim właśnie rozmawialiśmy. Oczywiście przyznałam się też do akcji z telefonem i na tą chwilę zostało tylko powiedzieć, że podnieca mnie, gdy w trakcie seksu szarpie za moje włosy, gdy ściska biodra i wszystko co prowadzi do tego, że później musi przepraszać.  

Brak komentarzy: