Od otwartości do intymności


Ten post co prawda długo dojrzewał, ale musiał się w końcu pojawić. Odkąd się przeprowadziłam wkręcam się w nową relacja, tak inną* od wszystkich tych, które miałam do tej pory, że aż nie wiem z której stron to ugryźć, aby sprzedać wam w jakiejś przystępnej, zrozumiałej formie.
Ale jeszcze zanim o tym, to opowiem wam podryw, który zaliczyłam jadąc na randkę z Michałem, (to ten, którego znacie pod pseudonimem "mój facet", ale, że to teraz już totalnie (nie)mój facet to trzeba zmienić formę). Wiem, to już zamierzchłe czasy, ale sytuacja, która w konsekwencji się wyklarowała, miała bezpośredni wpływ na "środowisko" w którym zaczęła się ta nowa relacja. Postaram się krótko.

Jadąc na randkę z Michałem, zgadałam się z innym (obcym) chłopakiem, który był tak diabelsko uroczy, że zauroczona (bardziej całą sytuacją niż nim), dałam mu swój numer. Nie wiązałam z nim żadnej przyszłości, ale podobał mi się sposób w jaki zagadał i w nagrodę i żeby go nie zniechęcać na przyszłość dałam mu numer. Nie widziałam w tym nic złego, wszak z Michałem to jeszcze nic oficjalnego, a dla mnie to nic nie znaczyło, nawet bez oporów opowiedziałam o tym Michałowi. No ale Michał widział w tym problem. Nie zdenerwował się, ale skisło coś. I to na tyle skisło, że postanowiłam zakończyć wszystkie jakieś nieoficjalne romantyczne relacje, w które poza Michałem byłam wplątana. Większość z nich to koledzy z internetu, którzy trafili do worka: potencjalny przyszły mąż (po rozstaniu z chłopakiem prawie wszyscy mężczyźni, których poznawałam tam trafiali). Wiedziałam, że Michał mi się podoba i stwierdziłam, że jeśli chce myśleć o nim na poważnie to trzeba oczyścić atmosferę. I zrobiłam to dość bezpośrednio w stylu: wiem, że fajnie nam się gadało, ale poznałam kogoś, o kim chciałabym zacząć myśleć poważnie, więc nara. I takich wiadomości wysłałam z pięć (dużo i nie dużo), dla mnie na pewno nie zdrowo. 

Co ciekawe chłopak, o którym chce wam dziś opowiadać, też znajdował się w tym czasie w worku na potencjalnego przyszłego męża, ale z nim był ten "problem", że poza tym, że wiedziałam, że też niedawno rozpadł mu się długi związek i powoli myśli o tym, aby wpakować się w kolejny, to nie wypłynęło pomiędzy nas nic romantycznego. Żadnych rozmów na temat seksu, buziaczków, przesyłania zdjęć, komplementów... kumpel po prostu kumpel. I chyba nawet pisałam mu na bieżąco o uroczym podrywie i późniejszej chujni z Michałem. Z resztą nie ważne. Chodzi o to, że atmosfera została oczyszczona, miejsce dla Michała zrobione, ale jak wiecie no z Michałem nie pykło i została trochę dupa blada. Sama w nowym mieszkaniu, trochę nieporadna, trochę przestraszona, a trochę spragniona bliskości i obecności drugiego człowieka w łóżku, niczym wygłodniała pijawka krwi.
No, a tej krwi też nie bardzo było skąd zaczerpnąć...

No i w tym wszystkim pojawia się Arkadiusz. Młody lotnik, wykształcony, wychowany z zasadami. To on pomógł mi z pierwszym ogarnięciem mieszkania, kiedy ani ja ani ono nie było w formie. Przywiózł bukiet kwiatów na dzień kobiet, tak duży, że jak stanął w progu to nie było widać go z za tych wszystkich tulipanów. Zabrał na recital kontrabasu i wiolonczeli. Podarował szlafrok kota, a przede wszystkim wielokrotnie umilał czas wpadając czy to na film, czy to na planszówki czy jedzonko i posiadówy w kuchni przy herbacie.

No więc tak, miałam niemal pewność, że mu się podobam, bo gdybym mu się nie podobała to przecież nie poświęcałby mi tyle swojej uwagi (mam nadzieję), a mimo to cały czas nie pojawiało się nic romantycznego.
I właśnie to było dziwne. Ja byłam w relacjach, gdzie z chłopakami łączyło mnie czasami znacznie mniej niż z nim, a pojawiała się bliskość, fizyczność. Nawet nie koniecznie rozumiana jako seks, tylko jakiś dotyk, flirt, głaskanie po rękach, wyzywające patrzenie w oczy. Właściwie w całym moim życiu fizyczność była na pierwszym miejscu, albo przynajmniej na równi z całą niefizyczną resztą jeśli chodzi o tworzenie relacji. Najpierw kogoś dotykałam, a później pytałam jak ma na imię. I tak jak mówię, tu nie chodzi o seks, a samo wchodzenie w intymność z drugim człowiekiem. Seks czasem później z tego wypływał oczywiście, ale.. to nie o seks jako taki się teraz rozchodzi.

Arkadiusz jest pierwszym facetem, który naprawdę potrafi mnie "usadzić". Przy nim nie jestem już ekspresyjnym chaosem, który czeka aby wchłonąć kolejną ofiarę. A może jestem, tylko on pozostaje niewzruszony. A dla mnie to prawdziwa nowość, że nie można tak po prostu sobie podejść i kogoś wziąć czy chociaż dotknąć - wszyscy przecież lubią być dotykani. Ja lubię, ja chcę, no ale Arkadiusz to zagadka. Przyjaciele doradzają mi: porozmawiaj z nim o tym co jest między wami, niech Ci określi blablab blablala bla - ale wiecie co - nie chce nic określać. Bo ja też właściwie co? Mogę mu zaoferować moje ciało, wypełnienie pustej przestrzeni w łóżku, ale poza tym...

A druga rzecz, to, że podoba mi się to doświadczanie nowego. Relacje, gdzie uzewnętrznia się niemal każdą emocje, myśl i pragnienie dotyczące tej drugiej osoby znam. Taką gdzie spędzamy z satysfakcją czas ze sobą i nic więcej nic mniej poza to - nie. Chociaż mam obawę, a właściwie nawet dwie. Nie są wielkie, jedna mniejsza od drugiej, no ale, gdzieś tam z tyłu głowy siedzi:

1 - że może wcale mu się nie podobam i po prostu jest fajnie, bo jest fajnie, ale jak pojawi się ktoś inny to pójdę w odstawkę.

2 - że faktycznie później, z różnych powodów może być problem zbudować bliskość. Bo na przykład zacznie mi za bardzo zależeć i bojąc się, żeby nie spierdolić tego co mamy nie będę chciała iść z tym dalej, albo, że nigdy nie nauczymy się gadać o rzeczach, które mamy w środku. 

Ale to póki co takie naprawdę małe smuteczki. Bo jest fajnie, jak chyba nigdy nie było.

I ja też czuję, że "ewoluuję" przy nim. Odezwał się do mnie stary znajomy, z którym też swego czasu z łatwością "robiło się fizycznie". Opowiadałam mu trochę, o Arku, a on rzucił mi hasłem, że: żałuje, że mnie nie przeruchał jak była ku temu okazja (sic!). Wkurwiłam się z leksza i poprosiłam, aby darował sobie takie teksty, on się zdziwił czemu mnie to oburza, a ja sobie uświadomiłam, że jeszcze trzy miesiące temu to nie byłby problem. Miałam podejście, że to naturalne, że ludzie chcą seksu i ostentacyjne komunikowanie tego nie jest niczym nie właściwym. Właściwie nadal tak uważam, ale teraz jest Arek, który pokazał mi wyżyny tego jak mogą wyglądać relację między ludźmi i ja chyba chcę właśnie tak jak on to pokazuje :)

* czytaj normalną^^