Dziś dotarło do mnie co znaczyły słowa Arka: że nie będzie za mną ganiał, że gdy coś się stanie to nie zostawi wszystkiego jak leży i nie przybiegnie aby być ze mną. Nie dlatego, że mu na mnie nie zależy, albo właśnie dlatego, że nie zależy aż tak... - nie, nie o to się kłóciliśmy.
W każdym razie, dziś potrzebowałam, aby był przy mnie i dość mocno brakowało mi symetryzmu (Arek lubi to słowo), w naszym związku. Że ja nieważne jak mocno poturbowana i zmęczona to dosłownie mogę czołgać się byle zasnąć obok niego, a on... niekoniecznie. Złapałam się w pułapkę własnych oczekiwań, wymagając od niego tego samego i bolesny był brak jego obecności wtedy, gdy go potrzebowałam (wtedy, gdy chciałam aby był przy mnie).