Księga Mgły


Było kilka punktów kulminacyjnych w moim związku, o których nie napisałam ani słowa, ale niestety nie zawsze kiedy jest o czym pisać to mam chęć aby to robić. Było kilka wzlotów, potem jedna porządna burza. Pioruny już nie strzelają, ale niebo nadal jest pochmurne. Cieszę się, bo te wyładowania elektryczne oczyściły atmosferę, o której nawet nie wiedziałam, że potrzebuje oczyszczenia. Aktualnie z utęsknieniem czekam na przebłyski słońca.  

Dziś dotarło do mnie co znaczyły słowa Arka: że nie będzie za mną ganiał, że gdy coś się stanie to nie zostawi wszystkiego jak leży i nie przybiegnie aby być ze mną. Nie dlatego, że mu na mnie nie zależy, albo właśnie dlatego, że nie zależy aż tak... - nie, nie o to się kłóciliśmy.  

W każdym razie, dziś potrzebowałam, aby był przy mnie i dość mocno brakowało mi symetryzmu (Arek lubi to słowo), w naszym związku. Że ja nieważne jak mocno poturbowana i zmęczona to dosłownie mogę czołgać się byle zasnąć obok niego, a on... niekoniecznie. Złapałam się w pułapkę własnych oczekiwań, wymagając od niego tego samego i bolesny był brak jego obecności wtedy, gdy go potrzebowałam (wtedy, gdy chciałam aby był przy mnie). 

Brak komentarzy: