I'm a witch - (Klara)

"Tak i Nadzieja, im bardziej nas łudzi, tym boleśniejszym zawodem obudzi. 

A jednak nieraz, gdy niemal już gaśnie,
nie Lęk się spełnia, lecz Nadzieja właśnie."
William Shakespeare

Macie czasem tak, że wiecie jak może być, a gdy jest inaczej (gorzej) a wy niekoniecznie wiecie jak to poprawić to w konsekwencji odczuwacie narastającą złość i frustracje? Ja tak mam jeśli chodzi o komunikację w relacjach. Szczere rozmowy z głębi serducha są dla mnie lwią częścią związków, które mamy z innymi ludźmi (nawet niekoniecznie w relacjach romantycznych) tym bardziej, że ze mną przy odrobinie otwartości naprawdę można góry przenosić.

Teraz krótko o tym, że Arek jest Arkiem, a ja jestem psem goniącym samochody. Przeglądałam ostatnio profil byłej Arka na fb, a wcześniej przejrzałam ich ostatnie wiadomości w jego telefonie. Były to bardzo smutne wiadomości, bo za chwilę mieli się rozstać. Dodajcie do tego poczucie winy, wynikające ze świadomości, że właśnie gwałcę prywatność swojego chłopaka... Gdy ten wyszedł z łazienki zastał mnie łkającą w poduszkę. Oczywiście zmartwił się i zapytał o co chodzi, a ja zwaliłam winę na okres, hormony i coś tam, coś. Muszę mu o tym powiedzieć, musimy szczerze pogadać o nas, o emocjach, o wszystkim, ale ja naprawdę nie wiem jak. To jest dziwne, bo dzwoni do mnie kumpel (pamiętacie chłopaka z pierwszego postu?), na którego jestem zła, a i tak po kilku minutach otwieram się przed nim jakby to była najprostsza rzecz świata, opowiadam mu o Arku, o innych relacjach, potrafię powiedzieć co czuję i dlaczego. Żeby nie było, że tamten chłopak jest taki wyjątkowy, mam też kilka innych osób z którymi jestem na stopie kumpelsko - przyjacielskiej i też rozmowy o uczuciach nie są problemem. A z Arkiem są i wkurwia mnie to. Coś się chrzani, a mój chłopak nawet o tym nie wie, a ja potrafię tylko na niego patrzeć bez słowa. 

Swoją drogą myślę, że mogłabym powiedzieć Arkowi, że go kocham. Chociaż to też "inny rodzaj" kochania niż ten, który czułam do chłopaków w przeszłości. Właściwie to, każdego mężczyznę, który pojawiał się w moim życiu i którego uważałam że  kocham, kochałam inaczej. Moja zdolność do miłości na przestrzeni lat ewoluowała, albo może raczej zubożała i ogólnie wraz z biegiem wydarzeń zmieniało się moje postrzeganie tego wszystkiego, chociaż to pewnie naturalny proces. W każdym razie "kochać" to zawsze bardzo duże słowo dla mnie BARDZOO i zawsze odnosi się wyłącznie do emocji. Kochać, to nie znaczy, że tęsknie. Kochać to nie znaczy, że będę się starać. Kochać to nie znaczy, że nie zostawię. I odwrotnie: to, że się staram, że tęsknie i nie chce odejść nie znaczy, że  kocham. To tak w skrócie, może kiedyś jeszcze pochylę się nad tematem. Jestem jakaś bez humoru ostatnio.

Witajcie w nowym roku :D  


Brak komentarzy: