Pod koniec listopada byliśmy z Arkiem u moich znajomych, którzy zapytali nas jak spędzamy wigilię. Ja również popatrzyłam na mojego chłopaka pytająco, a on skwitował coś w stylu, że przecież jest dużo czasu i że jeszcze ustalimy. Pomyślałam sobie, że pewnie nie chce mnie jeszcze zaprosić do swojego rodzinnego domu i boi się, że zrobi mi tym przykrość. Jak dla mnie to luz, ale nie ruszałam tematu. Były jeszcze dwie sytuacje kiedy padło w naszą stronę pytanie o wieczór przedświąteczny i za każdym razem nie pojawił się żaden konkret. Ech...
Mój tata w tym roku niestety całą wigilię będzie musiał spędzić w pracy, wraca dopiero rano w pierwszy dzień świąt, dlatego moja mama oznajmiła, że w tym roku zrobimy sobie wigilię dzień wcześniej tak abyśmy mogli spędzić ją wspólnie. Dziś zapytałam, Arka który właśnie zasnął u mnie w sypialni, czy spędziłby tą wigilię wigilii ze mną i moją rodziną (gdzie przy różnych okazjach byliśmy już kilkukrotnie). A on odmówił... i tu już zrobiło mi się trochę przykro. Wiem, że gdybym przycisnęła to Arek przemógłby się i poświęcił mi ten dzień, zapewne nawet z entuzjazmem, ale no to nie o to chodzi aby "wymuszać" na nim takie czy inne zachowania.
Czuję się lekko rozgoryczona i tak się zastanawiam, że chyba znów jesteśmy na innych etapach w naszym związku. Od jakiegoś czasu trochę intensywniej zastanawiam się nad miłością mad tym czy to co czuję do Arka to właśnie jest to, bo odkąd mój chłopak przestał być dla mnie zimną rybką nie do złowienia to emocje trochę siadły. I tak sobie kminie: a co jak dojdę do wniosku, że to jednak nie jest to, że znów kogoś skrzywdzę itd? Do tej pory myślałam, że to On jest mocniej zaangażowany, a tu psikus. Bo dla mnie przebywanie z nim w każdych warunkach (czy to rodzinnych, czy ze znajomymi, czy sam na sam), to żaden problem, wychodzę z założenia, że co by nie było to lepiej z nim niż bez niego. A on jednak u siebie w domu mnie nie chce, mimo, że wcześniej kilkukrotnie zapraszał.
Arek jest zupełnie innym typem osobowościowym niż ja, znacznie bardziej zamkniętym i w kręgi rodzinnym też wychodzi na to, że nie łatwo się włamać. Paradoksalnie ja nawet nie koniecznie chce się tam włamywać, chodzi o sam fakt, że nie była to opcja dla mnie.
Sama nie wiem czy teraz tak tylko mówię niczym naburmuszone dziecko czy faktycznie jestem naburmuszona. Nie mam ochoty iść do niego do łóżka i jednocześnie mam, bo to przecież jest mój KociArek. Chyba okres mi się zbliża, bo pod powiekami zbierają mi się łezki.
Z ogłoszeń parafialnych to tyle, do usłyszenia (jeśli ktoś z was czyta sobie na głos) za kolejne pół roku. W wersjach roboczych niby pisałam coś więcej (ale co was obchodzą moje wersje robocze). W każdym razie miłego dla was i dla mnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz