Siedzę na podłodze, popijam winśko i czekam na mojego chłopaka. Ułożyło się z Arkiem i na pytane czy mam kogoś mogę twierdząco pokiwać głową. Ale to wszystko nie jest takie proste. Blog się trochę nie sprawdza, miałam wstawić wcześniej kilka postów ale.. Arek jest człowiekiem, który swoją prywatność ceni bardzo wysoko i ja też chce ją szanować i powstaje problem, booo nie mogę z całą pewnością obiecać, że nigdy nikomu nie powiem o tym blogu i że zawsze pozostanie anonimowy. Refleksje o penisach, seksie (albo jego braku) i różnych trudnościach nie są tym czym mogę się z wami podzielić (wracamy do wersji papierowej trolo lolo). Ale wydam jakieś mniej lub bardziej oficjalne oświadczenie (xd) Dotyczące bardziej mnie niż jego, chociaż jak się nakręcę to może wyjść różnie.
Moja relacja z Arkiem mocno ewoluuje i myślę, że codziennie mogłabym wymieniać inne rzeczy, które mnie emocjonują lub frustrują. Ostatnio jest to jego była dziewczyna. I żeby nie było, że oczerniam chłopaka. On sam postawił sprawę jasno, że tamta relacja to zamknięty rozdział, do którego nie ma powrotu. Nie daje mi w żaden sposób odczuć, że mogę czuć się zagrożona, wgl. praktycznie o niej nie mówi i chyba właśnie to mnie boli, że tamta dziewczyna jest sacrum, do którego ja nie mam dostępu. Do tego mam wrażenie, że to nie jest do końca przepracowany temat. Że ona cały czas zajmuje ważne miejsce w jego serduchu, że pewnie zawsze będzie i... w sumie rozumiem to. Ona jest dla niego takim moim Jehanym (opowiem wam kiedyś). I żeby nie było - nie mam pretensji... ale ewidentnie coś mam.
Frustruje mnie to, że nie jestem na pierwszym miejscu, że muszę mocno pracować aby tam się znaleźć. Że pakiet, który ja daje na początek Arkowi jest dużo szerszy niż ten, który on daje mi, a on nawet nie chce z niego korzystać. Ostatnio, gdy się chciałam przednim otworzyć opowiadając o trudnych momentach sercowych jakie miałam w przeszłości on powiedział, że go to nie obchodzi (sic!)
I wkurwia mnie to trochę, że z jednej strony zarzuca mi, że jestem zbyt zaborcza w zadawaniu pytań, że przez to on nie ma okazji zadać swoich, a gdy ja się otwieram to on mówi to co mówi (właściwie to powiedział, bo to była jednorazowa sytuacja, która wydarzyła się dwa miesiące temu, a i tak jest mi zadrą w sercu). Kurwa mam chyba jakieś problemy z hormonami, bo rusza mnie ostatnio dużo rzeczy związanych z Arkiem. Dobra nie okłamujmy się - rozchwianie emocjonalne wcale nie jest u mnie jakąś wielką anomalią.
W przeciwieństwie do Arka. Arek jest pod tym względem znacznie bardziej dojrzały i świadomy. Jeśli miałabym szukać powodów jego "braku zainteresowania" to obstawiałabym kontrole nad sobą, że nawet jeśli interesuje go moje dotychczasowe życie erotyczne (chce wierzyć, że interesuje), to chłopak nie chce być nie delikatny. Nie chce wyciągać ze mnie jakichś rzeczy, których opowiedzenie mogłoby być dla mnie trudne albo nie chciałabym ich powiedzieć (inna rzecz, że ze mną nie trzeba obchodzić się jak z jajkiem i chciałabym - tym bardziej im bardziej miałoby być to trudne). A może to on nie chciał w tym momencie opowiadać o swoim życiu erotycznym...
Podsumowując wkurwia mnie dyplomacja jaka zagościła w naszym związku, że trzeba się pięć razy zastanawiać co wypada, a czego nie wypada powiedzieć. Zamiast po ludzku wyłożyć kawę na ławę, to u nas są jakieś podchody i labirynty. I niby jest pełna szczerość, a jednak nie o wszystkim rozmawiamy ze sobą szczerze. Wydaje mi się, że to nie tak powinno wyglądać, na tym etapie znajomości.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz