W dzieciństwie bardzo często miałam swoje skomplikowane teorie, które miały za zadanie wyjaśnić działanie świata i przyczynę dlaczego ludzie zachowują się tak, a nie inaczej. Bardzo mnie intrygowało czemu większość koleżanek miała za swój ulubiony kolor różowy albo czy drzewa czują i może mają jakiś zupełnie inny rodzaj zmysłów niż ludzie oraz czemu sąsiad chodzi codziennie pić pod sklep, skoro później nie jest w stanie sam wrócić i zalega pół nocy pod naszym płotem.
Ciekawość świata i potrzeba poznania przyczyny dosłownie wszystkiego była ogromna. Na niektóre pytania znajdowałam odpowiedź, a na inne wymyślałam własne teorie. Często szłam je później skonfrontować z kimś innym (koleżanką, albo rodzicem koleżanki) i właśnie wtedy padało zdanie, które było chyba moją największą zmorą całego dzieciństwa: "Weź już skończ filozofować" (sic!)
Jak mam skończyć, kiedy ja nawet nie zaczęłam? To dopiero pierwszy temat, a moje wątpliwości i hipotezy obejmowały kolejne dziesiątki i do tego wciąż rodziły się nowe. To, że przestanę wypowiadać je na głos nie sprawi, że znikną z mojej głowy, ani tym bardziej nie zaspokoi mojej palącej ciekawości. Potrzebuję poznać prawdę, tak jak inni ludzie potrzebują jeść.
Dziś w sumie niewiele się w tym temacie zmieniło. Ta sama ciekawość, która kiedyś dotyczyła drzew i kolorów, dziś kieruje się w stronę ludzi i emocji. I tak samo jak kiedyś, ciężko mi uzyskać odpowiedzi.
W mojej głowie wciąż pojawiają się pytania, które domagają się uwagi.
Czy to co mam jest tym czego właśnie chcę?
Czy jestem szczęśliwa?
Czy jestem szczęśliwa z Czarkiem?
Skoro twierdzę, że jestem to czemu czuję smutek?
Czy to co czuję do Czarka to na pewno miłość?
Czym właściwie dla mnie jest miłość?
I czemu odpowiedź, której dziś sobie udzielam na to pytanie jest tak różna od tej której udzielałam sobie jeszcze kilka lat temu?
Te pytania zadaję zarówno sobie, jak i Czarkowi.
Czy on jest szczęśliwy?
Czy jest szczęśliwy ze mną?
Czy chce być ze mną? A jeśli tak to dlaczego?
No i właśnie to ostatnie pytanie jest powodem, dla którego dziś możecie czytać ten wpis. Zadałam je wczoraj Czarkowi - w głowie mając już niemal gotowy scenariusz na pokrzepiającą odpowiedź, której mi udzieli: że jestem wyjątkowa, utalentowana, że bardzo mnie kocha i ze mną jest lepiej niż beze mnie... Ale takie słowa nie padły.
Zamiast tego powiedział, że może nie powinnam go wciąż tak wypytywać .
Bo gdy słyszy takie pytania, zaczyna się zastanawiać – i te myśli, zamiast przynosić odpowiedzi, sieją wątpliwości, (że może to nie jest miłość, że może ja nie jestem odpowiednia dla niego).
Jakbym nie wiedziała, że to są trudne pytania, które w swojej naturze mają zasiewanie kolejnych wątpliwości. Ale wierzę, że w szczerości przed sobą trzeba się z nimi skonfrontować. Jak śpiewał Happysad: lepiej wiecznie szukać, niż choć raz przed sobą skłamać, że znalazłem, że już mam, że wystarcza.
Bo inaczej zostaje tylko życie w iluzji – pozornie łatwiejsze, może nawet przyjemniejsze, ale w praktyce brak szczerości zawsze prowadzi do cierpienia, które po cichu zaczyna nas zjadać od środka. Własnej natury nie da się oszukać - niestety.
No więc ja sobie zadaje pytanie: co mam kurwa teraz zrobić z tą jego wspaniałą odpowiedzią?
Ta wewnętrzna, bezkompromisowa część mnie, która zna swoją wartość, doradza spierdalać. Na świecie są setki facetów, którzy daliby się pokroić, za to żeby ze mną być, szkoda tracić czas na faceta, który nie potrafi mnie docenić.
A druga - ta, która kocha Czarka, która wierzy, że wszystko jeszcze może się ułożyć i która sama ciągle ma jakieś wątpliwości - jest spokojna i mówi: Paula nie ma co reagować emocjonalnie. Chłopak zaczął się głębiej zastanawiać - to dobrze. Jak będzie wiedział to da Ci odpowiedź, która albo jeszcze bardziej zbliży was do siebie, albo uwolni i pozwoli szukać szczęścia w ramionach kogoś innego. Do tego czasu nie ma co panikować i nakładać dodatkowej presji.
Postanowiłam posłuchać tej drugiej i aktualnie "niesie mnie pozytywna myśl, że nie jest źle, że to wszystko ma jakiś sens.." - to też z piosenki Happysad.
Mamy z Czarkiem inne podejście do świata.
On jest takim cichym opiekunem, który podąża za daną mróweczką. Obserwuje, nie narzuca się, daje przestrzeń, a jednocześnie w głowie układa już plan, jak zapobiec niebezpieczeństwom, które mogą pojawić się na jej drodze. Przy okazji zbiera składniki, z których przygotuje kolację, a gdy nadejdzie noc - okryje ją ciepłym kocykiem, rozpali ognisko i będzie wstawał w nocy, żeby dokładać do ognia.
Ja natomiast widząc idącą sobie w spokoju mróweczkę, wyskoczyłabym nagle z krzaków, zastawiając jej drogę i pytając: quo vadis? A potem dołączyłabym do niej, ramię w ramię, chcąc ją poznać i dzielić z nią trudy wędrówki. Gdy zaczyna padać, pytam, czy lubi deszcz. Jak zgłodniejemy to proponuję jakieś krwiożercze polowanie. Jak zrobi się nudno to wymyślam dla nas jakieś ekstremalne, szalone wyzwania, a gdy pójdziemy spać to położę swoją głowę na jej kamieniu aby porównać czy jest równie twardy jak mój.
Czarek nie ingeruje, nie wchodzi w bezpośrednią interakcję, zapewnia całkowitą wolność i wspiera, gdy widzi że zachodzi taka potrzeba. Ja też daję wolność, ale zamiast planować i zapobiegać, wolę wspólnie przeżywać, poznawać i doświadczać.
Nie umiem po prostu być OBOK- ja zawsze jestem Z.
On chroni świat, a ja chcę go dotknąć.
Może właśnie dlatego tak trudno nam się czasem spotkać pośrodku - bo każde z nas inaczej przeżywa świat. Ale może wcale nie o to chodzi, żeby się spotkać idealnie w połowie, tylko żeby umieć się nawzajem widzieć i rozumieć, nawet jeśli stoimy po dwóch różnych stronach drogi. Nie wiem, czy to się da pogodzić - jego spokój i moją ciekawość. Ale wiem, że chcę to sprawdzić. I że dopóki próbujemy się zrozumieć, to jeszcze mamy o co walczyć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz