Znalazłam (czyjegoś) męża

Chyba naprawdę nie umiem być sama. Po każdym rozstaniu mówię sobie: „Koniec, żadnych  więcej facetów, randek ani tego całego miłosnego bałaganu". A potem nie mija chwila, a ja siedzę w pociągu jadącym na drugi koniec Polski. Do chłopaka, który ma żonę, dwójkę dzieci, kredyt na 30 lat... i któremu na ten tychmiast muszę powiedzieć wszystkie najgorsze rzeczy o sobie, bo zdaje się, że to pierwsza osoba na tym padole, która ma szansę prawdziwie mnie zobaczyć. 


_______________________________________________

*na ten tychmiast - znaczy jeszcze szybciej niż natychmiast 

Brak komentarzy: