I pomyślałam, że może fajnie byłoby mieć miejsce, gdzie mogłabym opisywać swoje przeżycia i zbierać przemyślenia, w trakcie tego procesu. Zawsze lubiłam pisać pamiętniki, chociaż w ostatnich latach zamieniły formę na dziesiątki zeszytów, w których zapisywałam po pięć, może dziesięć kartek, a później uznawałam, że to głupie i rzucałam gdzieś w kąt. Mimo wszystko przedstawiały dla mnie jakąś wartość, więc w pudłach zbierał mi się całkiem spory stos makulatury... a przecież można inaczej. Swoją drogą blogi też już kiedyś pisałam, ale o tym opowiem wam innym razem.
Teraz coś o mnie. W sprzyjających okolicznościach lubię mówić o sobie i o tym co mam w głowie, nawet jeśli nie jest to zbytnio poukładane (a przeważnie nie jest). A z konkretów to niedawno zakończyłam poważny (trzyletni) związek, ze wspaniałym chłopakiem. Nie minęło dużo czasu, a ja już zdążyłam uwikłać się w kilka romantycznych relacji, co chyba nie za dobrze o mnie świadczy. Raczej nie jestem przyzwoita i rzadko robię coś tylko dlatego, że "tak wypada", ale lubię dobrze o sobie myśleć. W roli singielki też, nie czuję się źle i w sumie to nawet nie specjalnie ciągnie mnie aby angażować się w coś nowego, ale z drugiej strony (gdyby nie było, żadnego ale, to pewnie nie powstawałby ten blog), cały czas pozostaję otwarta na nowe znajomości, spotykam się z ludźmi, umawiam na randki. Szukam tej no... miłości? Tylko co to takiego? Dobra, koniec wstępu, przejdźmy do wyładowywania swoich frustracji.
Dzisiaj miałam spotkać się z pewnym chłopakiem poznanym w internetach
(o i na przyszłość, jak będę pisać, że umawiam się z kimś, to w ciemno możecie zakładać, że poznaliśmy się na internetowym forum, albo przez aplikację. Jakby miało być inaczej - dam znać). Patryk zaintrygował mnie praktycznie od pierwszej napisanej wiadomości, w której mnie opierdolił. Pisaliśmy jednego wieczora, drugiego już siedziałam na jego kolanach, wpatrywałam w oczy i mówiłam słowa, a nasza relacja nadawała na mocno intymnych falach. Mam taki swój ulubiony bar (tu kiedyś było napisane "mleczny", wstyd się przyznać, ale przez długi czas myślałam, że tak się właśnie określa bary w których podają fikuśne koktajlowe drinki, o istnieniu typowych barów mlecznych, dowiedziałam się znacznie później) w centrum, gdzie jest bardzo klimatycznie, a jednocześnie przychodzi mało ludzi (nawet w weekend), do tego dobra muzyka i nienaganne drinki dają idealne miejsce na randkę. Tam też bardzo szybko powiedzieliśmy sobie o trudnych rzeczach z naszego życia (jego były dużo trudniejsze niż moje). Do tego doszło przytulanie, pocałunki - no level expert! Patryk przyznał, że ma skorupę, że pociągam go i nie boi się tego, że w ostateczności wyrwę mu serce. Jeśli mówił coś o mnie to wyłącznie w negatywnym świetle, niebanalnie i zawsze trafnie. Spotkaliśmy się trzy razy, ten miał być czwarty.
Historia, którą próbuję wam opowiedzieć nie jest szczególnie oryginalna: dwoje młodych ludzi poznaje się. On się zakochuje niemal od pierwszego wejrzenia. Ona go szanuje, podoba jej się, ale mimo to nie potrafi odwzajemnić jego uczuć, więc oboje w pełnej szczerości postanawiają zakończyć tą relację. Koniec końców to Patryk nie potrafiąc, albo nie chcąc dłużej ukrywać, że chciałby czegoś więcej ostatecznie zdecydował. Kilka godzin przed planowanym spotkaniem napisał mi: Podjąłem decyzję o tym abyśmy się nie spotykali i najlepiej zakończyli znajomość. Stęskniłem się za Tobą, ale (...) ja po prostu bardzo szanuję swój czas. Szybko znajdziesz kogoś na moje miejsce..."
Zdając sobie sprawę, że kolejne spotkania i rozmowy ze mną raczej nie przybliżą go do tego aby zapomnieć i cokolwiek przepracować postanowiłam uszanować jego decyzję, już nic mu nie odpisałam.
dodano 05,02,20 *
W tym miejscu ta historia mogłaby się zakończyć ale...
Patryk co jakiś czas do mnie pisze, czasami jedno słowo, czasami kilka zdań.
Moje serce w takich chwilach pobiegłoby do niego w podskokach jak po lek na samotność i pragnienie bliskości, ale rozum (wspomagany przez sumienie, dwadzieścia lat kształtowane katolickim wychowaniem) trzyma wodze w garści i ciągnąc za mordę drze się: głupia gdzie leziesz!? Normalnie mam wrażenie, że za chwilę dostanę batem po zadzie.
Nie wiem czy ten blog długo pociągnie. Mam wrażenie, że pisanie o tym tu jest bez sensu. Patrykowi zapewne jest z tym dużo trudniej niż mi i najpewniej boli go moje milczenie, ale mimo to postanowiłam mu nie odpisywać. Oboje postanowiliśmy zakończyć znajomość, więc po co wyjaśniać coś co zostało już wyjaśnione. Ech... czuję się beznadziejnie. Ale mam w sobie przekonanie, że wybieram najlepsze wyjście, a z czasem będzie łatwiej. Już teraz jak napisałam o tym wszystkim jest jakby trochę lepiej.
* Postaram się więcej tak nie robić, że dopisuje nowe rzeczy do starych postów, ale ten jeden temat chciałam zakończyć w jednym wpisie. Kolejne pooznaczam jakimiś hasztagami czy coś.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz