KRÓL SZAMANÓW

Jakiś czas temu zaczęłam oglądać na Netflixie Króla szamanów, całkiem siadła mi ta seria, więc odnalazłam gdzieś w otchłani internetów starszą wersję, chyba z 2002 roku. I tak całkiem miło spędzam sobie czas na oglądaniu. Dzisiaj też, korzystając z tego, że jestem sama w domu puściłam sobie jako tło do codziennej rutyny, jeden ze wcześniejszych odcinków, które już oglądałam - tak dla odświeżenia i to była bardzo dobra decyzja, bo zobaczyłam w tym odcinku głębie, na którą wcześniej nie zwróciłam, aż takiej uwagi. No dobra, głębia to może za dużo powiedziane, bo temat dotyczył prozaicznej wdzięczności. 

Rio, który jest liderem lokalnego (powiedzmy) gangu, taka tam drugoplanowa postać, która pojawia się na drodze głównych bohaterów, jako taki przeszkadzacz. Trzeba go pokonać, bo niby zagraża aktualnie przyjętym celom, ale nikt nie traktuje go poważnie. Z góry wiadomo, że przegra i praktycznie nie stanowi realnego zagrożenia. trochę taki zespół R z pokemonów. No ale w pewnym momencie nasz Rio przechodzi przemianę wewnętrzną, ukazują się jego motywacje i prawdziwy charakter. 

~Swoją drogą ja uwielbiam jak w filmach kreuje są niby takie schematyczne postacie, które od razu można ocenić jako czarne/białe; dobre/złe, a później jest jakiś przeskok, mamy dwie trzy minuty poświęcone szerszej historii z życiorysu takiego (wydawałoby się) jasno określonego bohatera i jest ZOOONG! Bo się okazuje, że rzeczywistość jest zupełnie odwrotna od naszej początkowej oceny. Serial który był dla mnie mistrzem takich zabiegów to "Euforia", tam praktycznie w każdym odcinku odkrywało się kolejne smaczki, które radykalnie zmieniały odbiór i nastawienie emocjonalne do połowy występujących tam postaci. Niedawno jeszcze serial dostępny był na HBO GO (teraz nie wiem, bo aktualnie subskrybuje tylko Netflixa). Ale wracając do Rio... ~

Z gangstera postanawia zmienić się w szamana, a jedna z bohaterek zgadza się łaskawie przeprowadzić jego szkolenie tylko... że ma ono więcej wspólnego z kursem na perfekcyjną panią domu niż jakąkolwiek walką. Rio gotuje, sprząta, zamiata chodniki wyręczając innych domowników w ich obowiązkach i o dziwo nie ma o to pretensji. Jago wydawałoby się naiwne podejście sprawia, że w każdym najgorszym zadaniu znajduje znamiona sensu i podchodzi do niego z najwyższą starannością i szacunkiem. Będąc wdzięcznym za to, że może np. pościelić łóżko osobie którą szanuje i podziwia. Przyznam, że poruszyła mnie jego postawa, mocno mu kibicuję. Jestem ciekawa jak będzie rozwijał się na przestrzeni kolejnych odcinków.  

Brak komentarzy: