Czy też tak macie, że jak komuś o czymś powiecie to następnego dnia dzieje się odwrotnie? Odnoszę wrażenie, że wszystko o czym pisałam w poprzednim poście od momentu powrotu z delegacji przestało być aktualne. Wczoraj mój chłopak sam z siebie wziął mnie na ręce (co nie zdarza się dosłownie nigdy) i zaniósł do łóżka wkładając moją rękę w spodnie ku swojej uciesze. Poprzedniego dnia i jeszcze poprzedniego też było fajnie. Do tego rozmawia ze mną "od serca", co jest o tyle dziwne, że zaczął właśnie duży kurs na kolejny wpis do licencji i zazwyczaj w trakcie trwania kursu, był niedostępny dla nikogo i niczego skupiając się na nauce.
Zastanawia mnie z czego wynika zmiana jego zachowania. Czy to efekt naszych poprzednich rozmów i w końcu coś do niego dotarło? Czy może to ja wróciłam zmieniona i aktualnie wysyłam bardziej pociągające wibracje? Nie wiem ale naprawdę podoba mi się ten układ.
Za dwa tygodnie mam kolejną delegację, na której będzie okazja spotkać H. Nie prosiłam się o nią, znaczy ostatecznie wyszło, że prosiłam, ale nie taki był mój cel - już wyjaśniam.
Jak zaczynałam pracę, to na pierwszym służbowym wyjeździe szkoleniowym miałam ostrą spinę z jednym z kolegów z pracy, który w jawny sposób obrażał mnie publicznie (żeby nie powiedzieć molestował). Nie wiem co było dla mnie gorsze: jego obrzydliwe teksty czy poparcie innych osób, które były świadkami całej sytuacji, mówiące mi, że powinnam przyjąć komplement (pff).
W późniejszym czasie moja niechęć do tegoż wyżej wspomnianego "kolegi" była na tyle wyraźna, że obiła się o wyższe kierownictwo. Jednak minęło trochę czasu pogadaliśmy sobie raz i drugi, wypiliśmy razem wódkę i teraz jest między nami akceptowalnie, na tyle by nie było problemów interpersonalnych podczas pracy we wspólnych projektach.
Najbliższą wystawę ogarnia właśnie ten kolega, ja mam trochę zadań przydzielonych w związku z nią, jednak znacznie mniej niż zazwyczaj. Pomyślałam, że moje kierownictwo może nadal myśleć, że nie chce razem z nim współpracować - i tu dochodzimy do miejsca, w którym łączą się wszystkie drogi. Poszłam do mojego przełożonego, wyjaśnić, że jak jest potrzeba, to nie ma problemu abym angażować mnie w zadania związane z tą konkretną wystawę, bo sprawy ze współpracownikami są już ogarnięte. W odpowiedzi usłyszałam, że nie wiadomo jeszcze czy będę mogła na nią jechać, bo nie wiadomo czy dopniemy budżet (zgadujcie kto go dopina i kto wie, że nie będzie z tym problemu). Wyszłam skołowana z wyraźnym WTF na twarzy - nie o tym chciałam rozmawiać. W konsekwencji nie minęło 15 minut kiedy do mojego pokoju weszła inna przełożona z informacją, że moja delegacja jest już klepnięta. Fajnie.
Nie jestem z tych osób, które doszukują się jakiegoś wyższego powodu, nadającego sens wszystkim życiowym dzieją, jednak myślę, że już najwyższy czas się określić, przestać balansować i przechylić się w jedną albo drugą stronę.
Mam wrażenie, że całkiem niedawno stałam już na tym samym skrzyżowaniu - ale ponoć nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz