Koleżanka w pracy zapytała mnie dziś:
- I jak tam z tym Twoim facetem?I wiecie co? Spodobało mi się to określenie, bo poznałam kogoś kto jeszcze formalnie nie jest moim facetem, ale myśl, że mógłby być moim facetem to bardzo przyjemna myśl. Nawet teraz na samo wspomnienie szczerze się do monitora.
I uwaga nowość: nie poznaliśmy się w internecie!
Tydzień temu byłam na szybkich randkach i nawet chciałam zrobić oddzielny post o tym jak to wszystko wyglądało, jak się czułam i kogo tam poznałam, ale wyszły flaki z olejem pisane przez jakąś babę bez humoru, więc sobie darowałam. Mam niedokończony post w wersjach roboczych, może kiedyś go wrzucę. Teraz to już nie ważne, bo chce wam opowiadać jak tam z MOIM FACETEM!
A więc tak, po szybkich randkach trochę mailowaliśmy ze sobą (to ja napisałam pierwsza). Umówiliśmy się na kolację niedaleko mojego zadupia, zjedliśmy dobre jedzonko, a później pojechaliśmy mnie odwieźć i jeszcze gadaliśmy w samochodzie i zrobiło się też bardziej miło i namiętnie. Może zbyt namiętnie. Jakbym miała możliwość powtórki, to raczej zrezygnowałabym z tej części. Nie żeby mi się nie podobało, ale chyba wolałabym zostawić to trochę na później.
Z resztą MÓJ FACET już na sam koniec, też przyznał, że bardziej podobały mu się te "delikatne momenty".
Następne spotkanie mieliśmy zaplanowane już na następny dzień tym razem w programie było: indyjskie jedzone, łyżwy, zakupy i fikuśny buziak na do widzenia. A teraz właśnie wyciągam go do kina na "Parasite". Mówi, że w ogóle nie wie o co chodzi - no co za ludź, ale najważniejsze, że "możemy się wybrać"^^
A wracając na chwilę do łyżew - wiecie, że MÓJ FACET pomyślał nawet o tym aby wziąć dla mnie skarpetki na zmianę? To było super miłe (co prawda ja też pomyślałam, aby wziąć dla mnie drugą parę, ale tylko dlatego, że dwa dni wcześniej jak byłam ze znajomymi na łyżwach to o tym nie pomyślałam i wracałam w mokrych - nie polecam).
Ale mam też mały problem. Nie myślałam, że kiedykolwiek to powiem, ale kiedy jestem przy niem to nie do końca wychodzi mi mówienie. Ja sztukę konwersacji opanowałam w mojej skromnej opinii dość przyzwoicie. Więc nawet jeśli wychodzi to gorzej niż zwykle, niż powinno to i tak jest nieźle. Ale zaczyna mnie to powoli denerwować, gubię wątki, zdania wychodzą jakieś takie byle jakie i w sumie o niczym, zwłaszcza jak próbuję o czymś opowiadać, a przecież to jest właśnie mój konik. Nie wiem o co chodzi. Może jego osoba faktycznie mnie trochę onieśmiela, ale no do kurwy nędzy to nie jest pierwszy raz kiedy rozmawiam z błyskotliwym, przystojnym facetem i do tej pory takie kontakty nie powodowały u mnie zaburzeń łączności na trasie mózg - język. Ale też żaden facet nie świdrował mnie tak swoimi pięknymi szaroniebieskimi oczami.
Mam też inną teorią, tak nawiązując do bardzo nieodległych i często tu wspominanych czasów internetów. Większość moich romantycznych relacji i właściwie wszystkie z kategorii "tych na poważnie" zaczynało się właśnie w internecie. Poznawanie tam ludzi idzie mi dość sprawnie i gdy już umawiam się z kimś na spotkanie to mam pewną "bazę". A to z kolei pozwala mi czuć się dość pewnie. Co prawda nigdy nie jest dokładnie tak jak się tego spodziewam, ale mimo wszystko, poruszałam się w pewnych znanych i bezpiecznych schematach, a to co teraz rodzi się z MOIM FACETEM, jest zupełnie czymś nowym i może stąd ten brak swobody i niepewność. Kurde ja nawet nie jestem pewna czy mu się podobam. Ale nie ma co gdybać, zobaczymy jak to się wszystko wyklaruje. Może jak nie będę odstawiać więcej krzywych akcji to pójdzie to w dobrą stronę (o "akcjach" innym razem, o i wtedy opowiem też o psie i wiewiórkach).
Zrobiła się dwudziesta trzecia, a post zaczęłam pisać po osiemnastej idę pod szybki prysznic i spać.
MÓJ FACET pyta czy wyślę mu jakieś zdjęcie na dobranoc - wysłać?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz